Zombie Driver #6: Plany i podejrzenia

Zombie Driver Blog

Epidemia zombi wzięła mieszkańców z zaskoczenia. Nieumarli szybko zalali całe miasto i niewiele osób zdołało znaleźć dla siebie bezpieczne schronienie. Armia przybyła na miejsce, by właśnie im pomóc. Zdawałoby się, że powinna dysponować odpowiednimi zasobami i możliwościami, by przejąć kontrolę nad sytuacją. Im dłużej jednak współpracowałem z generałem, tym więcej miałem wątpliwości, co do jej przygotowania i kompetencji.

Desperacka obrona

Ledwie wróciłem z akcji gaszenia pożarów wokół lotniska, by umożliwić wojsku przeniesienie bazy, a tu okazało się, że jestem dla żołnierzy ostatnią deską ratunku. Plan szybkiego i sprawnego przeniesienia bazy i utworzenia solidnych fortyfikacji wziął w łeb. Zombi odczytały intencje ludzi lub po prostu zrobiły się tak wygłodniałe, że instynktownie zajęły odpowiednie miejsce. Czołgi i pojazdy opancerzone nie były dobrze rozstawione. Wiele oddziałów nie dotarło jeszcze na wyznaczone miejsca. Tymczasem w stronę nowej bazy zmierzały niezliczone liczby umarlaków.

Blofeld wiedział, że za moment skończy się to masakrą. Zadzwonił i z desperacją w głosie, której wcześniej nie słyszałem, nakazał wyjazd z bazy. Miałem we wskazanych miejscach rozpylić odstraszający truposzy gaz, by dać potrzebny czas specom w mundurach na przygotowanie zasieków i umocnień. Znów nie bardzo miałem z czym dyskutować. Jeśli bym odmówił, sam skazałbym się na zeżarcie. Odpaliłem limuzynę i ruszyłem do pierwszego punktu postojowego.

Defending the Base Zombie Driver

Rozpylacz zaczął głośno pracować, produkując mgiełkę w kolorze musztardowym. Musiała być wyjątkowo drażniąca dla zombi, bo po chwili z każdej uliczki i alejki zaczęli napływać kolejni przemienieni. Wszyscy z równą ochotą zmierzali w stronę urządzenia, chcąc za wszelką cenę je uszkodzić. Wokół walało się rakiet, karabinów i miotaczy, więc ze wszystkiego skrzętnie korzystałem, by powstrzymać ataki żywych trupów.

Kiepskie perspektywy

Na szczęście szły falami, więc czułem się trochę jak na strzelnicy. Musiałem tylko zajmować dobre pozycje i we właściwym czasie podjechać po kolejną broń lub uzupełnienie amunicji. Atakowany tylko sporadycznie, skupiałem się na ochronie rozpylacza, co przyszło mi raczej bez trudu.

Blofeld był zachwycony, a żołnierze nie kryli wdzięczności, kiedy wreszcie zajechali na miejsce i zajęli pozycje. Być może była to już ostatnia zmiana bazy, bo konwój z jednostkami i wyposażeniem mocno ucierpiał. Liczba zombiaków na drogach jest już tak ogromna, że nawet uzbrojeni w karabiny i działa weterani przegrywają.

Zasłyszane raporty mówiące o ogromnych stratach i utraconej komunikacji z oddziałami alfa i charlie nie pocieszały. Upatrywałem w generale i jego ludziach swojej szansy na ucieczkę z tego przeklętego miejsca. Tymczasem coraz więcej wskazywało, że zginiemy tu, tocząc desperacką walkę zamiast biurokratów, którzy nie wiadomo, co chcą osiągnąć i nad czym debatują.

Supersamochód

A potem pojawiły się nowe wątpliwości. Relacje kilku uratowanych wcześniej osób sugerowały, że za działaniami wojska kryje się drugie dno. Ktoś widział statek pełen trupów, ktoś przechwycił niepokojące raporty dotyczące korporacji i eksperymentów leżących u źródeł tego koszmaru. Blofeld wysłał mnie z kolejną akcją ratunkową po pilotów. Miało to sens, bo potrzebowaliśmy ich, by uruchomić samoloty na lotnisku i bezpiecznie odlecieć z metropolii.

Rozmowy z kilkoma ocalonymi zapaliły mi czerwoną lampkę ostrzegawczą. Mówili o tamtym tragicznym locie, który zakończył się niedługo po starcie. Doświadczony pilot, który wtedy kierował samolotem, nie popełniłby tak prostego błędu, mówili. Inny opowiadał o myśliwcach, które nadleciały z miejsca katastrofy niedługo po tym, gdy do niej doszło. Może to jakieś zombi przedarły się na pokład, pomyślałem w pierwszym momencie. Co jednak, jeśli ktoś maczał palce w rozbiciu maszyny?

SuperCar Zombie Driver

A potem pojechałem uratować trzech botaników z laboratoriów na północy miasta. Generał opowiedział mi historyjkę o zielarzu, który rzekomo był w stanie powstrzymać rozwój choroby we wczesnym stadium. Naukowcy mieli być w stanie potwierdzić te rewelacje. Wsiadłem za kółko supersamochodu zdobytego wcześniej z trudem z ośrodka badawczego. Przypominający buggy lekki pojazd opancerzony, projektowany z myślą o udziale w konfliktach zbrojnych i innych podobnie nieprzyjemnych sytuacjach, miał mi też zapewnić większe szanse na powrót żywym z kolejnej misji.

Misja samobójcza

Podjechałem pod pierwszy punkt. Botanik był zaskoczony moją obecnością. Wspominał coś, że nie spodziewał się ewakuacji tak wcześnie. Następny zareagował z podobnym zdziwieniem. Trzecia badaczka nie kryła ekscytacji informacjami, które posiada i które chętnie przekaże. To nie były przypadkowe osoby czy jakiś tam trop. Blofeld wiedział coś więcej. Armia coś planowała, a ja pozostawałem jej chłopcem na posyłki. Dopóki byłem użyteczny, mogłem liczyć, że skończy się to wszystko dla mnie dobrze. O ile w ogóle mogłem cokolwiek przewidywać lub planować przy obecnej, cały czas pogarszającej się sytuacji w mieście.

Zombie Driver Botanics

Mimowolnie zbierałem informacje, które niekoniecznie powinienem posiadać. Zadawałem pytania. Trochę drążyłem temat, kiedy ktoś zasygnalizował mi dziwne zachowania wojskowych. Do Blofelda musiały docierać takie sygnały. Nie był głupi. Dziwnym zbiegiem okoliczności kolejna misja, którą otrzymałem, nosiła charakter najbardziej samobójczej z dotychczasowych. Żołnierze stacjonujący w jednej z poprzednio zajmowanych przez nas baz znaleźli się w kiepskim położeniu. Brakowało im amunicji do dalszej obrony pozycji. Magazyn z pociskami mieścił się tymczasem w porcie.

Generał poprosił, żebym zabrał ciężarówkę wojskową, pojechał na miejsce, załadował się i dostarczył zapasy broniącym się. Po nocy. Bez żadnej broni, bo z jakiś względów do pojazdu nie dało się nic zamontować.

Wyjący silnik

Wyruszałem niezbyt mobilną, wcale nie jakoś przesadnie wytrzymałą i uzbrojoną tylko w wysłużony zderzak ciężarówką. Wystarczyło kilkadziesiąt metrów, by utwierdzić mnie w przekonaniu, że czeka mnie najtrudniejsze wyzwanie z dotychczasowych. Na ulicach roiło się od zombi. Było ich więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Miejscami stanowiły zbitą masę mięsa, z którą kilkulitrowy silnik mojego auta przestawał sobie radzić. Jazda przed siebie była przepisem na szybką śmierć. Musiałem zacząć lawirować. Kluczyć po ulicach, szukać mniejszych skupisk, przebijać się sprytniej.

Truck at Night Zombie Driver

Zanim dotarłem do portu, byłem już mokry od potu. Kierownica bez wspomagania zmuszała do wysiłku, a tabuny zombi sprawiały, że samochód niemal stawał w miejscu, pomimo wyjącego na wysokich obrotach silnika. Gdyby nie porozrzucane po mieście apteczki, których wypatrywałem desperacko w mroku, zapewne skończyłoby się tragicznie.

A tak to żołnierze dostali swoje pociski i mogli wrócić do regularnego zabijania zombi. Ja wróciłem z kolei do bazy, w której Blofeld powitał mnie żartem, że następnym razem to będę już chyba przewozić nitroglicerynę. Kwaśno się uśmiechnąłem, nie wiedząc do końca, jak interpretować te słowa…

Zombie Driver: Immortal Edition to wydana w 2019 roku na PlayStation 4 strzelanka z widokiem z góry, w której siadamy za sterami różnych pojazdów i próbujemy przetrwać w mieście pełnym nieumarłych. Co czeka nas na drodze i czy poznamy źródła epidemii? O tym wszystkim postaram się opowiedzieć w relacji w formie opowiadania. Tylko w Gralingradzie!

Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, X-ie, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, a jeśli doceniasz moje starania w takiej formie gier relacjonowania – postaw mi kawę, która pozwoli mi przetrwać w mieście pełnym zombi! Dziękuję z góry!  

<— Poprzedni odcinek relacji z gry Zombie Driver

<— Pierwszy odcinek opowiadania Zombie Driver

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.